Strona główna
Od autora
O stronie
O Półwyspie Helskim
Lekcja o Bałtyku
Herby miast
Galerie zdjęć
Perły naszej floty
Linki do innych stron
Kamery znad Bałtyku
Sonda
Alfabet Morse'a
O Trójmieście
Kołobrzeg i okolice
Łeba i jej okolice
Latarnie morskie
Dla żeglarzy
Mój banner
Pogoda
Morski Czat
Morskie Legendy
Kącik Multimedialny
Wybrzeże Zachodnie
Mierzeja Wiślana
Cutty Sark Gdynia
Różne Ciekawostki
|
Rozwój polskiego rybołówstwa opierał się w nowo powstałej, po Pierwszej
Wojnie Światowej, Rzeczypospolitej Polskiej głównie na ludności kaszubskiej.
Ludność mieszkająca na wybrzeżu to rybacy utrzymujący się z rybołówstwa,
a to mieszkańcy Półwyspu Helskiego, oraz z połowów i rolnictwa, a to mieszkańcy
miejscowości położonych wzdłuż wybrzeża. Przed Pierwszą Wojną Światową
ludność kaszubska była znacznie biedniejsza i gorzej wyposażona w sprzęt
połowowy od ludności niemieckiej. O tym pisze w swojej dysertacji Wünsche
(1904) opisując ludność Półwyspu Helskiego, różnice w poziomie socjalno -
bytowym ludności kaszubskiej i niemieckiej. Niemcy nie byli zainteresowani
inwestowaniem w polską ludność kaszubską a właśnie na tej ludności kaszubskiej
oparło się nowo powstające rybołówstwo w Drugiej Rzeczypospolitej.
Po zakończeniu Pierwszej Wojny Światowej, powstaniu państwa polskiego
i po dokonaniu zaślubin z morzem warunki życiowe ludności kaszubskiej szybko
się polepszały. W roku 1920, gdy Polska obejmowała wybrzeże, mieliśmy około
70 kutrów, z tego motorowych około 55, żaglowych 16. W rękach obywateli
polskich narodowości niemieckiej były 44 kutry, a w samym Helu właścicielami
42 kutrów byli Niemcy. Zarejestrowanych rybaków było 936, do tego można
dodać około 150 nie rejestrowanych. Rybaków narodowości niemieckiej było
około 250, z tego w Helu około 180, a reszta w Karwi, Dębkach, Pucku, Gdyni,
Orłowie, Kolibkach. Inne miejscowości nie miały Niemców. Łodzi było około
800 (Netzel, 2000). Oprócz rybołówstwa, jedna czwarta rybaków zajmowała
się innymi zawodami. W roku 1920 powstał Związek Rybaków Morskich.
Stowarzyszenie rozwinęło działalność dopiero w 1922 roku, po powstaniu
Morskiego Urzędu Rybackiego (MUR), które doprowadziło do założenia spółdzielni
Konsum Rybacki. MUR szedł rybakom z pomocą w szerokim zakresie, stał się
opiekunem i doradcą. Panowała pełna harmonia współpracy. Konsum Rybacki
był spółką z nieograniczoną odpowiedzialnością i miał na swoim składzie
wszystkie towary potrzebne rybakowi do uprawiania zawodu.
Połowy ryb w początkowym okresie kształtowania się państwa Polskiego
zamieszczono w tabeli 1. Przyczyną spadku połowów w latach 1923 i 1924
były szalejące, od jesieni 1923 i cały rok 1924, sztormy, co wyraźnie zaznacza
się w połowach w roku 1924.
Połowy ryb (w tonach) w latach 1922 - 1924 (Netzel, 2000)
|
Gatunek ryby
|
1922
|
1923
|
1924
|
|
łosoś
|
226
|
49
|
71
|
|
szprot
|
1711
|
2151
|
1011
|
|
płastugi
|
910
|
812
|
401
|
|
śledź
|
660
|
744
|
702
|
|
dorsz
|
136
|
168
|
51
|
|
węgorz
|
78
|
84
|
119
|
|
inne ryby
|
56
|
115
|
35
|
|
razem
|
3723
|
4123
|
2390
|
Istotnym wydarzeniem w okresie międzywojennym było powołanie Morskiego
Instytutu Rybackiego (MIR) 3.12.1928 roku. Jego założycielami byli prof.
Siedlecki, dr Lubecki - naczelnik wydziału rybackiego w ministerstwie i
pan Hryniewiecki - naczelnik MUR, który został kierownikiem placówki. W
roku 1931 po raz pierwszy nasze rybołówstwo zaczęło łowić poza Bałtykiem.
MUR skierował pięciu rybaków do Norwegii a inną grupę do Holandii. Powstało
też pierwsze polskie przedsiębiorstwo połowów dalekomorskich Morze Północne
Mopól o polskim kapitale wysokości 51 %. Przedsiębiorstwo posiadało osiem
statków pod polską banderą. Rybołówstwo dalekomorskie rozwijało się dynamicznie
w 1938 roku pierwszy polski statek udał się na Morze Barentsa. Powstało
nowe towarzystwo połowowe Korab, które otrzymało trzy nowe lugry wybudowane
na zamówienie rządu polskiego w stoczni gdańskiej.
Najwyższe polowy polskiego rybołówstwa w okresie międzywojennym osiągnięto
w 1936 roku. W roku tym zatrudnionych było ponad 1800 rybaków, mieliśmy
14 lugrów, 178 kutrów, 35 łodzi motorowych, 708 łodzi żaglowo - wiosłowych.
Połowy w tym roku wyniosły 23 336 t, w tym na morzu Północnym złowiono
5 060 t śledzia, a na Bałtyku 3 196 t śledzia, 15 080 t szprota (na pierwsze
cztery miesiące roku przypadało 12 620 t). Połowy dorsza zwiększyły się
o 1 120 t. Połowy dalekomorskie zwiększyły się o 800 t.
W dniu wybuchu Drugiej Wojny Światowej stan polskiego rybołówstwa był
następujący: zatrudnionych rybaków było 1 900, w rybołówstwie dalekomorskim
240, kutrowym około 670, w łódkowym ponad 1 000. Poza tym w naszym rybołówstwie
pracowało ponad 190 rybaków obcokrajowców. Mieliśmy: 9 trawlerów, 20 lugrów,
171 kutrów a łodzi było około 700, w tym 40 motorowych. Porównując
z rokiem 1920 w którym to zatrudnionych rybaków było prawie 1 000, a mieliśmy
70 kutrów , w tym 16 żaglowych, z motorowych 43 w rękach Niemców z Helu;
kutry były długości 8,5 - 11 m a przed wybuchem wojny długość ich
zwiększyła się od 11 m do 19 m. Porównanie stanu rybołówstwa w okresie
międzywojennym, to jest na początku powstania państwa polskiego w 1920
roku, w roku 1936 największych polskich połowów i w dniu wybuchu wojny
w 1939 roku, przedstawiono w tabeli 2.
Porównanie stanu rybołówstwa w okresie międzywojennym w roku 1920, 1936
i 1939.
|
wyszczególnienie
|
1920 r
|
1936 r
|
1939 r
|
|
Ilość rybaków
|
936 szt.
|
1800 szt.
|
1900 szt.
|
|
Ilość kutrów
|
70 szt.
|
178 szt.
|
171 szt.
|
|
łodzie wiosłowo żaglowe
|
800 szt.
|
708 szt.
|
660 szt.
|
|
łodzie motorowe
|
-
|
35 szt.
|
40 szt.
|
|
Ilość lugrów
|
-
|
14 szt.
|
20 szt.
|
|
Ilość trawlerów
|
-
|
-
|
9
|
|
Połowy ogółem
|
800 t
|
23 336 t
|
brak danych
|
W roku 1920 nie mieliśmy żadnej floty dalekomorskiej, przed wybuchem
wojny mieliśmy 29 takich statków. Tego wszystkiego dorobiliśmy się w ciągu
18 lat, a właściwie w czasie ostatnich 10 lat, gdy rybołówstwo przeszło
do Ministerstwa Przemysłu i Handlu. W chwili odzyskania niepodległości
nie mieliśmy portów, Puck był małym portem i nie był przydatny dla rybołówstwa,
Hel - tak, ale ten port był zajęty przez Helan Niemców. Teraz mieliśmy
port rybacki w Gdyni, w całym tego słowa znaczeniu, wyposażony w chłodnię
rybną, fabrykę lodu, fabrykę mączki rybnej, fabrykę konserw rybnych, nowoczesne
wędzarnie. Mamy dwukrotnie więcej rybaków, ale ciągle brak kadry na statki
dalekomorskie. Dodać należy, że w okresie tym wybudowano jeszcze dwa porty
rybackie w Jastarni i Władysławowie. Nie można tu pominąć fachowej kadry
jaka w okresie międzywojennym przyczyniła się do rozwoju rybołówstwa, a
byli to: Antoni Hryniewiecki, naczelnik MUR; dr Lubecki, Naczelnik Wydziału
Rybołówstwa w Ministerstwie; prof. Siedlecki, największy autorytet naszego
rybołówstwa; prof. Bogucki; prof. Demel; prof. Jakubowski; dr Kulmatycki,
a z młodszych pracowników to powojenni profesorowie Mulicki, Mańkowski,
Cięglewicz, Zięcik, jak również istotnym wkładem wpisało się wielu bezimiennych
kaszubskich rybaków oni też po wybuchu Drugiej Wojny Światowej walczyli
na różnych frontach po stronie polskiej i niemieckiej, a po wojnie wracali
do swojej Ojczyzny odbudowywać między innymi polskie rybołówstwo.
Po Drugiej Wojnie Światowej zmieniły się granice Polski, otrzymaliśmy
ponad 500 km wybrzeża. Do pracy w rybołówstwie wraca przedwojenna kadra
i z nową werwą zaczyna odbudowywać polskie rybołówstwo morskie. Rok 1946
był rokiem odbudowy polskiego rybołówstwa morskiego. W Ministerstwie powstał
Generalny Inspektorat Rybołówstwa Morskiego (GRIM), posiadał władzę departamentu
ministerstwa, a swoją pierwszą siedzibę otworzył w Sopocie. Dyrektorem
został dr Lubecki a zastępcą pan Hryniewiecki. Podlegały im cztery Morskie
Urzędy Rybackie, a w terenie sprawowali władzę inspektorzy, którym podlegały
Obwody Rybackie. W tym też roku zaczęto sprowadzać sprzęt rybacki, MUR
zaczął otwierać punkty sprzedaży, najpierw w portach, a potem w większych
osadach rybackich na całym wybrzeżu. Rybacy mogli na miejscu wybierać sprzęt,
udzielano im również krótkoterminowych kredytów. Przede wszystkim wspierano
spółdzielnie, gdyż przeciębiorstw państwowych jeszcze nie było. W tym też
roku był największy przyrost przeciębiorstw zajmujących się połowami, przetwórstwem
i handlem rybą. Były to różne firmy niejednokrotnie jedno lub dwu osobowe.
W styczniu tego roku powstaje Przedsiębiorstwo Połowów Dalekomorskich Dalmor
. Powoli zaczynamy zagospodarowywać porty na Ziemiach Odzyskanych. Po wojnie
mieliśmy 120 rybaków, a w końcu 1946 roku było już ich 900. Ponadto mieliśmy
120 kutrów pływających i 60 remontowanych, 5 trawlerów i około 900 łodzi
w tym 80 motorowych (Netzel, 2000). Tak zaczęła się po wojnie odbudowa
polskiego rybołówstwa morskiego. W 1948 roku zlikwidowany zostaje Generalny
Departament Rybołówstwa Morskiego a powołany zostaje Departament Rybołówstwa
Morskiego z siedzibą w Warszawie pod kierownictwem dr Lubeckiego. MIR zostaje
powołany jako placówka naukowa. Arka jako przedsiębiorstwo państwowe otwiera
swoje placówki w Kołobrzegu i Darłowie. W 1949 roku zostaje powołane Państwowe
Przedsiębiorstwo Połowowe Barka, którego zasięg działalności sięga od Świnoujścia
do Ustki, natomiast od Ustki do granic ZSRR to tren działalności Arki.
Pod koniec 1947 roku zatrudnionych rybaków było 2700 , w tym około 170
obcokrajowców na statkach dalekomorskich , mieliśmy 22 trawlery, 3 lugry,
179 kutrów, około 105 łodzi motorowych i ponad 500 łodzi wiosłowo - żaglowych.
Łącznie w tym roku złowiono 39 500 t ryby a więc dużo więcej jak
w 1936 roku, mimo iż wielkościowo flota była podobna, co należy przypisywać
większej zdolności połowowej floty powojennej (Netzel, 2000). Polskie Rybołówstwo
Morskie powoli zaczyna się rozwijać. Na początku lat pięćdziesiątych łowiska
rozszerzono na Morze Barentsa, a następnie na Kanał La Manche i Rynnę Norweską.
Lata te przniosły duży rozwój floty łowczej budowanej w polskich stoczniach.
Następują wielokrotne reorganizacje polskiego rybołówstwa morskiego związane
ze zmianami polityczno - gospodarczymi w ówczesnym okresie. Państwowe przedsiębiorstwa
Arka i Barka pod koniec lat pięćdziesiątych rozpadają się i powstają trzy
potężne państwowe przedsiębiorstwa dalekomorskie Dalmor w Gdyni, Odra w
Świnoujściu, Gryf w Szczecinie, pięć państwowych przedsiębiorstw bałtyckich
Koga w Helu, Szkuner we Władysławowie, Korab w Ustce, Kuter w Darłowie,
Barka w Kołobrzegu, ponadto w 1975 roku powstaje Przedsiębiorstwo Przemysłowo
- Usługowe Rybołówstwa Morskiego Transocean z siedzibą w Szczecinie. Obok
potężnych przedsiębiorstw państwowych na polskim wybrzeżu działają również
spółdzielnie rybołówstwa morskiego między innymi: Belona w Dziwnowie, Łosoś
w Ustce, Gryf we Władysławowie, Certa w Szczecinie oraz rybacy prywatni,
posiadający własne niewielkie jednostki w postaci łodzi motorowych i kutrów.
W 1960 roku wchodzi do eksploatacji w polskiej flocie pierwszy trawler
przetwórnia. Statki te budowane przez polskie stocznie będą przez następne
20 lat podbijały łowiska niemalże całego świata. Na początku lat sześćdziesiątych
następuje pewna stabilizacja organizacyjna w polskim rybołówstwie morskim.
1 kwietnia 1960 roku zostaje powołane Zjednoczenie Gospodarki Rybnej
z siedzibą w Warszawie, które zostaje 1966 roku przeniesione do Szczecina.
W latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych mamy potężną
flotę, która odławia znaczne ilości ryby. W statystykach światowych w latach
siedemdziesiątych zaczynamy się pojawiać w pierwszej dwudziestce najwięcej
poławiających państw świata. W 1975 roku ogólne roczne połowy polskiego
rybołówstwa morskiego według Gospodarki Rybnej (Gdynia, 1979) wyniosły
816 688 t, według Biulletin Statistique des Péches Maritimes (1975) to
800 700 t. Tymczasem Główny Urząd Statystyczny wykazywał nasze morskie
połowy w omawianym roku na wysokości 670 000 t, zaznaczając zarazem, że
w tej liczbie uwzględniono także połowy dokonane na wodach Pacyfiku w ramach
polsko - peruwiańskiego porozumienia rybackiego (31 200 t). Inny poziom
połowów podaje Technika i Gospodarka Morska, a mianowicie 783 744 t
w tym 39 288 t złowionych na wodach peruwiańskich. Podobne rozbieżności
w ilościach rocznych polskich połowów morskich, podawanych w różnych źródłach,
łatwo zauważyć w odniesieniu do lat 1973 - 1977. Sięgają one niekiedy znacznie
różnic do 100 000 t. W świetle tych danych trudno jednoznacznie stwierdzić,
czy rzeczywiście 1975 rok był pod względem uzyskanych połowów rekordowy
dla rybołówstwa morskiego. Być może rekord ten osiągnięto nieco później
- w 1979 roku, kiedy to według różnych krajowych źródeł nasze połowy morskie
osiągnęły co najmniej 794 237 t, a nie więcej niż 803 000 t. Gwoli ścisłości
trzeba też zwrócić uwagę, że Międzynarodowa Rada Badań Morza określiła
te połowy w odniesieniu do 1979 roku na zaledwie 601 200 t. (Ropelewski
1989). Mimo dużych rozbieżności co do wielkości połowów, nasza flota rybacka
była jedną z większych flot w świecie. Między innymi wiązało się to z polityką
gospodarczą państwa, gdyż ryba miała na polskich stołach zastąpić mięso
zwierząt hodowlanych, jako, że wydobycie białka rybnego było tańsze od
produkcji białka zwierzęcego. Nowe sposoby eksploatacji floty łowczej,
nadmierna eksploatacja łowisk, rozszerzenie obszarów połowowych, wywołały
światową tendencję ograniczania stref połowowych i powstania tak zwanych
stref ekonomicznych, które rozszerzyły się do 200 mil. Sytuacja ta zmusiła
polskie rybołówstwo do szukania nowych łowisk i szybko okazało się, że
jedynymi jeszcze nie zawłaszczonymi łowiskami szelfowymi są obszary wokół
Antarktydy, bogate nie tylko w ryby, ale i kryla - skorupiaka, który stał
się centrum uwagi światowego rybołówstwa. Polska obok Japonii i Związku
Radzieckiego wyrobiła sobie czołową pozycję w świecie w połowach i przetwórstwie
tego skorupiaka. W latach osiemdziesiątych w polskiej gospodarce występuje
kryzys gospodarczo - polityczny, który odbija się również na rybołówstwie.
Restrykcje Stanów Zjednoczonych w stosunku do Polski, za stan wojenny,
spowodowały przesunięcie floty łowczej na łowiska południowo - zachodniego
Atlantyku, w rejon Falklandów. Ta zmiana łowisk pozwoliła stosunkowo łatwo
odrobić powstałe straty. Polskie jednostki przystosowano do połowów kalmara.
Nie ulega wątpliwości, że połowy kalmara charakteryzowały się znaczną dynamiką,
ale również wahaniami wynikającymi z niskiej koniunktury i złej sytuacji
kapitałowej polskich przedsiębiorstw dalekomorskich, które nie były w stanie
utrzymać floty około 60 statków na dalekich łowiskach. Dodatkowym utrudnieniem
były kłopoty ze zbytem kalmarów oraz ekspansja na tych łowiskach floty
japońskiej, hiszpańskiej i koreańskiej. Część polskiej floty wróciła na
krótki czas na łowiska Stanów Zjednoczonych, aby ostatecznie przenieść
się na Morze Ochockie pomiędzy radziecką i amerykańską strefę.
W 1983 roku zostaje zlikwidowane Zjednoczenie Gospodarki Rybnej a w
jego miejsce powstaje Zrzeszenie Przedsiębiorstw Rybackich. Przestają być
też dotowane państwowe przedsiębiorstwa rybackie bałtyckie, które muszą
same się utrzymać. Przyczyniło się to do rozwinięcia współpracy z Duńczykami
i sprzedaży ryby poławianej w naszej strefie, głównie dorsza, Duńczykom,
których główna baza mieściła się na Borholmie. Pod koniec 1989 roku flota
nasza liczyła 81 statków dalekomorskich (Dalmor - 23, Odra - 29, Gryf -
29), 151 kutrów państwowych ( Koga - 25, Szkuner - 38, Korab - 26, Kuter
- 28, Barka - 34), 85 spółdzielni rybackich i 148 prywatnych oraz 801 łodzi
z czego 441 należało do spółdzielni a 360 do rybaków indywidualnych.
Połowy polskie i skup w latach 1983 - 1989 (w tys. ton).
|
lata
|
Połowy własne
|
Skup
|
Razem
|
|
1983
|
715,1
|
-
|
715,1
|
|
1984
|
678,8
|
57,7
|
736,5
|
|
1985
|
650,5
|
83,6
|
734,1
|
|
1986
|
608,3
|
75,7
|
684,0
|
|
1987
|
638,5
|
109,6
|
748,1
|
|
1988
|
619,1
|
113,4
|
701,3
|
|
1989
|
531,1
|
94,5
|
625,6
|
Polskie połowy w 1989 roku wykazywały nadal tendencję malejącą.
Spadek poławianej masy objął rybołówstwo dalekomorskie jak i bałtyckie
we wszystkich sektorach państwowym, spółdzielczym i prywatnym. Połowy własne
uzupełniane są skupem ryb na łowiskach dalekomorskich. Skup ten początkowo
wykazywał tendencję rosnącą ale w roku 1989 zmalał. W tym też roku nastąpił
spadek połowów o 14,2 % w stosunku do poprzedniego roku, skup natomiast
był mniejszy o 18,9 tys. ton, czyli o 17,8 %. W sumie uzyskaliśmy razem
ze skupem 625,6 tys. ton, a więc o 106,0 tys. ton mniej jak w poprzednim
roku. Połowy dalekomorskie dały nam 411,5 tys. ton a bałtyckie 118,7 tys.
ton.
W latach dziewięćdziesiątych następuje przekształcenie naszej gospodarki
socjalistycznej na rynkową, a to całkowicie zaczęło zmieniać stosunki w
rybołówstwie. Flotę zaczęto prywatyzować, szczególnie bałtycką. Zamknięto
dotychczasowe łowiska dalekomorskie, które przeszły pod jurysdykcje terytorialną
państw najbliżej położonych, a nam skończyły się nam limity połowowe na
tych łowiskach. Flota dalekomorska chcąc się utrzymać musi wykupywać licencje
połowowe. Ostatnio licencje takie wykupywano na rosyjskie wody Morza Ochockiego,
z których uzyskaniem są problemy. Po okresie protestów rosyjskich oraz
wzajemnych negocjacjach okazało się, że przyznawane limity są zbyt małe
aby polskie przedsiębiorstwa dalekomorskie mogły osiągnąć dodatnie efekty.
Rosjanie zapowiedzieli, że Polacy takie limity otrzymają w roku 2001 po
raz ostatni. Zdaniem specjalistów nasza flota dalekomorska powinna być
zmodernizowana i skierowana na nowe łowiska. Jednocześnie konieczne jest
wsparcie finansowe z budżetu państwa. Z takiej rządowej pomocy korzystają
rybacy dalekomorscy między innymi Hiszpanii i Portugalii. Jeśli polscy
rybacy nie otrzymają takiego wsparcia, nie będą się w stanie utrzymać i
naszej flocie dalekomorskiej, dysponującej ponad trzydziestoma trawlerami
przetwórniami zagraża likwidacja. Problemy te powodują kryzys rybołówstwa
dalekomorskiego i powolny jego upadek. Gryf w Szczecinie w 2000 roku rozpoczął
swoją likwidację. Obecnie obowiązujące limity stwarzają krótkotrwałą perspektywę
przetrwania polskiej floty dalekomorskiej. Dlatego przedstawiciele rządu
muszą zdecydować, czy Polskę stać na utrzymanie dalekomorskiej floty rybackiej?
To może śmieszne ale nadzieją dla naszej floty dalekomorskiej może być
wchłonięcie jej przez Unię i stworzenie spółki z polskim kapitałem.
Polską rybacką flotę bałtycką możemy podzielić na rybołówstwo kutrowe
poławiające w całej polskiej strefie ekonomiczno rybackiej i rybołówstwo
w strefie przybrzeżnej. Rybołówstwo bałtyckie przynosi szereg korzyści
do których możemy zaliczyć: masę wydobytych ryb, oraz utrzymanie zatrudnienia
w małych nadmorskich osadach. Ponadto jest czynnikiem stymulującym rozwój
ekonomiczny regionu nadmorskiego. W ostatnim dziesięcioleciu zasoby ryb
w Bałtyku wyraźnie się zmniejszyły i nic nie wskazuje na to, by miały powrócić
do stanu z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. W okresie tym liczba
kutrów wzrosła, co przyczyniło się do przełowienia zasobów. Będzie się
to najprawdopodobniej wiązało z redukcją floty kutrowej.
Odrębne są zadania i problemy rybołówstwa przybrzeżnego, które po wejściu
do Unii Europejskiej zostanie wyłączone spod jej jurysdykcji, gdyż ma ono
duże znaczenie dla lokalnych społeczności i może liczyć na wsparcie Unii.
Przepisy prawne o dopuszczalnych metodach połowów dzielą wody przybrzeżne
na strefę do 6 mil od linii podstawowej zarezerwowanej wyłącznie dla połowów
z użyciem narzędzi stawnych oraz strefę od 6 do 12 mil w której dopuszcza
się trałowanie w tej strefie obok dużych lodzi prowadzą polowy także kutry.
Około 20 % łodzi w ogóle nie wychodzi poza obszar 3 mil. W przeliczeniu
na hektar całkowite połowy w ostatnich latach w strefie przybrzeżnej wyniosły
53 kg, w tym połowy kutrowe 36,8 kg, a łodziowe 16,2 kg. Najniższe wydajności
uzyskuje się na Wybrzeżu Środkowym. Wydajność połowowa wzrasta w kierunku
zachodnim od 7,3 kg do 49,1 kg. Różnice te trudno zinterpretować ze względu
na cały szereg czynników jakie składają się na te wahania. Trzeba jednoznacznie
podkreślić, że na tradycji wielu pokoleń opiera się polskie rybołówstwo
przybrzeżne i kutrowe. Obecnie przy rybołówstwie rozwija się turystyka
rybacka i wędkarstwo morskie jako nowe dziedziny turystyki dające możliwości
zarobku ludności miejscowej. Ponadto znaczne zanieczyszczenie strefy przybrzeżnej
i przełowienie niektórych gatunków ryb wymaga pomocy w postaci prowadzenia
racjonalnej gospodarki i zarybiania. Należy zatem sądzić, że w parze powinny
iść działania marikultury ekstensywnej i rybołówstwa przybrzeżnego oraz
kutrowego. Zagospodarowanie strefy ekonomiczno rybackiej powinno być jednym
z celów gospodarczych naszego kraju.
Na koniec 1999 roku polska flota rybacka według Szostaka (2000) składała
się z:
- 31 trawlerów przetwórni o łącznej pojemności brutto 105,3 tys. RT
i mocy silników 93,7 tys. kW,
- 422 kutry o łącznej pojemności brutto 32,0 tys. RT i mocy silników
92,9 tys. kW,
- 1020 (w 1998r) zarejestrowanych łodzi rybackich, w tym na morzu łowiło
590, na Zalewie Wiślanym 209, na Zalewie Szczecińskim 222. Z ogólnej liczby
łodzi mieliśmy 153 wiosłowe i 868 motorowych.
W ostatnich latach następował spadek polskich połowów morskich.
Połowy i skup ryb (w tonach) w latach 1997 - 1999
|
Pochodzenie ryby
|
1997
|
1998
|
1999
|
|
Połowy ogółem
|
334,7
|
228,8
|
221,8
|
|
Dalekomorskie
|
157,7
|
111,7
|
93,7
|
|
Bałtyckie
|
177,0
|
117,1
|
128,1
|
|
skup
|
46,3
|
57,8
|
13,0
|
|
Razem
|
381,0
|
286,6
|
234,8
|
Sprawia to wrażenie, jakby Polski Rząd w ostatnim dziesięcioleciu dwudziestego
wieku zapomniał o polskim rybołówstwie. W roku 1920 gdy zaczynano budować
polskie rybołówstwo i 1946 roku gdy zaczynano go odbudowywać, rybacy mogli
liczyć na wsparcie Rządu. Obecnie w Polsce nie zostały w pełni wypracowane
warunki racjonalnej gospodarki ożywionymi zasobami Bałtyku i nie została
stworzona koncepcja funkcjonowania polskiego rybołówstwa. Odpowiedzi na
postawione poniżej pytania mogą być wytycznymi do racjonalnego funkcjonowania
polskiego rybołówstwa:
- Jaki poziom połowów powinniśmy utrzymać na Bałtyku aby nastąpiło
nasycenie polskiego rynku ?
- Jakimi instrumentami flotę łowczą należy utrzymać dla zapewnienia
odłowu założonej wielkości połowów, uzależnionej oczywiście od wielkości
zasobów ?
- Jakimi instrumentami ekonomicznymi tę flotę i związanych z nimi rybaków
należy utrzymać ?
- Jak zapewnić racjonalność gospodarowania żywymi zasobami i już odłowionymi
?
- W jaki sposób należy zapewnić konkurencyjność polskiego rybołówstwa
wobec rybnego rynku państw Unii Europejskiej ?
Wiele rządów poszczególnych państw chroni swoje rybołówstwo mimo, że
u większości stanowi ono peryferia gospodarki. Polskie rybołówstwo w wielu
nadmorskich gminach stanowi poważne, a często jedyne środki dochodów rodzin
rybaków zamieszkujących te gminy, a rybacy nie posiadają jakichkolwiek
perspektyw na zmianę zawodu. Dlatego naszym, czyli polskim interesem jest
zwracanie uwagi na występujące problemy rybołówstwa. Żadne państwo cechujące
się gospodarką rynkową, nie rezygnuje z utrzymania rybołówstwa i ochrony
swojej strefy ekonomicznej.
Źródło : opracowanie autorstwa Prof. Dr hab. Wawrzyńca Wawrzyniaka

|
|